Miałem w życiu trochę szczęścia. Czasem nadal mam, ale tym razem chodzi konkretnie o nazwę z czasów, gdy o takie nazwy jeszcze można było powalczyć.

Zacząłem zajmować się nazwami tak dawno temu, że wciąż dość łatwo było wówczas o proste, wolne domeny. Dziś to już w zasadzie utopia; wszystkie tak podstawowe, jak wspomniana, zostały zarejestrowane dawno temu i od lat krążą między firmami, startupami i giełdami domen. Krążą za niemałe kwoty niekiedy.

Ale, trącąc nieco myszką w tej opowieści; gdy zaczynałem prace przy tworzeniu nazw, czyli czymś, co dziś elegancko nazywa się namingiem, wyglądało to totalnie inaczej. Oczywiście była analiza, skojarzenia, fonetyka, sensy kulturowe… ale nie było aż tylu zarejestrowanych stron internetowych. Z tamtych, powiedzmy – hipisowskich czasów sieci,  zostało mi kilka śladów. Jednym z nich jest domena, którą trzymam do dziś w swoim i hobby i portfolio: animowany.pl.

To brzmi jak legenda, ale były takie czasy, gdy proste domeny po prostu… były

Animowany jest właśnie jednym z okruchów czasów, gdy sieć była trochę prostsza, a dobre domeny wciąż czekały, aż ktoś je zauważy. Nie powstała dla klienta. Nie była elementem rozbudowanej strategii marki. Odwzorowała po prostu zainteresowania, które posiadam, a z czasem stała się tematycznym serwisem, który do dziś daje mi sporo frajdy i satysfakcji. Daje ją tym bardziej, gdy na serwisie zaczyna publikować moja córka, a to już dla każdego rodzica są zupełnie inne góry satysfakcji.

Trafiło się? Trafiło. Świetnie, że zostało na tak długo i że na dłużej jeszcze zostanie. A tymczasem – zapraszam na Animowanego, dużo dobrego na nim czeka.