Każdy biznes zaczyna się od zdrowej, prostej myśli: „ile można na tym zarobić”. Tak: copywriting też.

Ewentualnie, w zależności od kręgu kulturowego lub wrodzonego pesymizmu spotyka się wariant; „ile można na tym stracić”. Logiczne więc, że i w pracy copywritera podstawowym pytaniem jest właśnie: „ile zarobię”, lub inaczej mówiąc: „jak wysoko mogę wycenić swoje usługi”. To w sumie zdrowe upominać się o dobrą pensję, prawda? Jest tylko jeden problem, a w zasadzie dopisek do tej myśli, czasem pojawiający się po podaniu kwoty realizacji; „dlaczego tak dużo?”.

Odpowiedź pierwsza: „to kwestia skali”
Najprostszy, matematyczny argument. Jeśli ktoś wykupuje powierzchnię reklamowa za kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy zł (o kampaniach liczonych w milionach już nie mówiąc), raczej nie zaryzykuje, aby w reklamach, których nośniki tyle kosztowały, pojawiły się np. byle jakie hasło. Na logikę: komu opłaca się oszczędzić kilkaset złotych i zamówić hasło za 500 zeta, zamiast za 1500, ale jednocześnie zaryzykować zmarnowanie powierzchni reklamowej zakupionej za grube dziesiątki tysięcy?

Odpowiedź druga: „bo może”
Nie licząc zawodowych świętych, którzy powietrzem, a nie pieniążkami, zasadniczo: każdy chce zarabiać jak najwięcej. Więc dlaczego copywriterzy mieliby być tutaj wyjątkiem? Mogą, to zarabiają, nie mogą – biedują jak każdy.

Odpowiedź trzecia: „bo nie zawsze zarabia”
Stabilność finansową budują regularne wpływy. Jeśli są mniej regularne – muszą być wyższe. Dlatego copywriter prowadzący własną działalność, musi w rachunki wliczyć sobie również sezonowość prac. Mało tego. Konkretne pieniądze zarabia sią za przekazanie praw, za przygotowanie propozycji (jeśli ktoś ma tak rozbitą płatność; ja mam w ofertach na naming) – o wiele mniejsze. Przykład: 3 miesiące przygotowywania nazw dla nowego produktu chemii gospodarczej. Pierwsze propozycje, drugie propozycje, poprawki, prezentacje, badania focusowe. Co wychodzi na badaniach? Że założony przez firmę, główny benefit (który miał być podkreślony w nazwie) nie przekonuje grupy docelowej. I cała zabawa zaczyna się od nowa. Normalne? Jak najbardziej! Ale to też ma wpływ na cennik.

Odpowiedź czwarta: „bo nie każdy to potrafi”
Naprawdę – wbrew pozorom, copywriting (na dobrym poziomie) to nie jest umiejętność, którą posiadają wszyscy. Nauczyć się układania cegieł na budowie można dość szybko; sprawności językowej uczy się latami. Studia to za mało, a i one zwykle są niezbędne. Tzn. wiadomo: w zasadzie każdy może napisać jakiś tekst i jakieś hasło. Ale zrobić “coś”, a zrobić “coś dobrze” to dwie różne rzeczy.

Odpowiedź piąta: „bo poprawki”
Fakt – nie zawsze. Ale często. Czasem wręcz są tak duże, że całą pracę zaczyna się od nowa. Przy dużych kampaniach, gdy klient planuje kupić media za naprawdę spore pieniądze, często wybiera np. piątą czy dziesiątą propozycję tekstu reklamy prasowej. Albo nawet jedenastą, która później wałkowana jest w tę i z powrotem przez kolejny miesiąc. Albo dwa. To też trzeba uwzględnić i w ustalonych warunkach umowy i w cenniku.

Oba wykorzystane kadry pochodzą z filmu CREATIVE CONTROL, reż. Benjamin Dickinson